Jedna osoba zginęła, a cztery odniosły rany w wypadku, jaki wydarzył się
w niedzielę (17 czerwca) przed północą na autostradzie A-2 w powiecie słupeckim. Przyczyną tragedii były przebiegające przez jezdnię… dziki.
Do wypadku, w którym zderzyły się trzy samochody marki Opel, doszło około 23.25 w okolicach Chwalibogowa. Według ustaleń policji na prostym odcinku drogi kierowca opla astry, jadący w kierunku Warszawy, zjechał na przeciwny pas jezdni i zderzył się czołowo z oplem tigrą. Na rozbite auta wjechał jeszcze opel omega.
Ranni uczestnicy wypadku tłumaczyli, że przyczyniły się do niego dwa dziki, które nieoczekiwanie wbiegły na jezdnię, wprost pod koła astry. Jego kierowca próbował uniknąć zderzenia z biegnącymi zwierzętami, ale stracił panowanie nad kierownicą.
W wyniku zderzenia kierowca astry, 26-letni mieszkaniec Rucianego Nidy, poniósł śmierć na miejscu, a jadący z nim trzej mężczyźni z obrażeniami ciała trafili do szpitala. Ciężko rannego kierowcę tigry z rozbitego auta wyciągali strażacy.
Autostrada w kierunku Poznania była zablokowana przez prawie dwie godziny. W usuwaniu skutków makabrycznego wypadku uczestniczyło pięć jednostek straży pożarnej. Zmasakrowane zwierzęta odnaleziono nad ranem w przydrożnym rowie.
Wczoraj około 6.30, nieopodal miejsca, gdzie doszło do tragedii, litewski kierowca prowadzący ciężarowego mercedesa potrącił kolejnego dzika.
Według kierowców przebiegające przez jezdnię dziki są sporym zagrożeniem już od dawna, ale nikt się tym nie interesuje. Nadleśnictwo Grodziec, które administruje lasami przy autostradzie, nie czuje się winne.
– Zabezpieczenie autostrady specjalnymi siatkami leży w gestii drogowców, a nie nadleśnictwa. Należy ubolewać nad tragedią, ale należy się też liczyć z tym, że tam gdzie występuje gęste zadrzewienie, będzie dzika zwierzyna, która chodzi własnymi ścieżkami. Kierowcy powinni wtedy ograniczyć prędkość i być bardziej uważni – twierdzi Marian Kociołek, nadleśniczy z Grodźca.
Autor artykułu: AGA